Pierwsze odpały
DacorasNastępnego dnia:
Rok szkolny zaczął się od soboty.Błyskawicznie ubrałam się i poszłam na śniadanie, przy stole było tylko kilka osób.W sumie nic dziwnego była przecież 8.30. Po skończonym posiłku ruszyłam na skąpane słońcem błonia.Usiadłam pod swoją ulubioną wierzbą nad jeziorem i zaczęłam szkicować pływające trytony.Właśnie kończyłam szkic, gdy ktoś wyrwał mi szkicownik.
-Black!-krzyknęłam
-Co?!-wydarł się otwierając zeszyt na pierwszej stronie.
-Oddaj to.-odpowiedziałam siląc się na spokój.
-Hmmm...Nie.-powiedział jak gdyby nigdy nic odwracając się ode mnie plecami.W odwecie wskoczyłam mu na nie i zawiązałam nogi w pasie tej persony jednocześnie próbując wyrwać zeszyt.W tym samym czasie on znalazł...O zgrozo...swój portret.Po czym krzyknął w kierunku nadbiegających Huncwotów:
-Lupin łap!!
-Co?Nieee!!-za późno, zeszyt wylądował w rękach Lunatyka.Syriusz chwycił mnie w tali, James za ręce pozwalając Łapie obrócić się by chwycić mnie za nogi.Obaj stanęli na pomoście i... wrzucili mą osobę do wody ( nie spodziewali się jednak, że pociągnę ich ze sobą).W końcowym efekcie cała nasza trójka wylądowałam we wodzie.
-Zabiję was.-mruczałam wychodząc z jeziora.
-Też cię kocham kuzyneczko.-odparł roześmiany Rogacz.(Swoją drogą to dziwne, że zawsze jest taki szczęśliwy...Ej ja mówię poważnie ćpał coś czy co?!?).Spojrzałam na niego wzrokiem bazyliszka po czym rzuciłam na siebie czar suszący.Ruszyłam w stronę zamku.Wpełzłam na swoje wyrko.
-Co powiecie na zemstę na Huncwotach za te wszystkie lata?-zapytałam po dłuższej chwili.
-Co masz na myśli?-zainteresowała się Lily.
-Huncwotki.-powiedziałam tylko uśmiechając się chochlikowato-To jak,wchodzicie w to??
-Jasne!-zdeklarowały się.
Nagle ktoś zapukał do okna.Spojrzałyśmy w tym kierunku.Na miotłach siedzieli oczywiście ,,nasi kochani" Huncwoci.
-Co wy tu robicie?-zapytała Rose.
-Robimy imprezę.
-U nas?
-Mamy pizze.
-Dobra.
-Gramy w butelkę?-zaproponował Potter patrząc sugestywnie na Lilusię.
-Yyy...Najpierw pizza.-odparła zakłopotana.Po skonsumowaniu posiłku chcąc uniknąć gry rzuciłam w Black'a poduchą.Łapa uniósł brew.
-A więc tak pogrywasz?-uśmiechnął się łobuzersko.Chwycił dwie poduszki z czego jedną mi rzucił.W końcowym efekcie bitwy pod tytułem ,,Rzucaj we wszystko co się rusza" Syriusz wisiał nade mną.Uśmiechnął się flirciarsko.
-Poddajesz się?-wymruczał.
-Nigdy.-uśmiechnęłam się i uderzyłam go poduszką w twarz.Spadł ze mnie,a Rosie śmiejąc się ogłosiła koniec bitwy.
-To teraz gramy w butelkę.-stwierdził Peter
-Dobra niech będzie.-poddała się Ann.Usiedliśmy w kole.Po jakimś czasie Syrii wylosował mnie.
-Pytanie czy zadanie?-zapytał
-Pytanie.-odpowiedziałam stanowczo( taaa...Jestem bardzo dobrą aktorką)
-No więc.Czy któryś z Huncwotów ci się...-nie dane mu było dokończyć, ponieważ do okna zastukała sowa.Ann otworzyła list(zaadresowany do niej oczywiście).W czasie czytania na jej ustach pojawił się uśmiech.
-Kto to?-zapytał Rose
-A taki jeden.
-Idziesz na randkę?-zapytałyśmy z Lilką po czym cicho szepnęłam odpowiedź na pytanie Black'a.Tylko Ruda mnie usłyszała.
-No...Tak.
-Z kim?-pytałyśmy coraz bardziej dociekliwe.
-Z Persim.
-Z tym Puchonem-ryknęli chłopcy.
-Tak z Puchonem-oburzyła się Ann.
-Yhh...wracając do gry Dorcia złotko nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
-Odpowiedziała Syriuszu,ale nie słuchałeś,a teraz dobranoc-Lily wskazała sugestywnie na drzwi.Westchnęli zrezygnowani,życzyli nam dobrej nocy i ruszyli do swoich dormitoriów(zjeżdżając po schodach,ponieważ zaklęcie rzucone przez Gryfindora uniemożliwia płci męskiej wchodzenie do damskich dormitoriów).
________________________________________________________________________
Panna Riddle







